W Lubuskiem zaginęła 20-latka. Prawdopodobnie stało jej się coś złego

O porwaniach i zaginięciach wciąż mówi się za mało. Tymczasem niemal każdego dnia ktoś dosłownie rozpływa się w powietrzu. Jedni świadomie porzucają własną tożsamość, by rozpocząć nowe życie, a inni padają ofiarami zbrodni. Wiele wskazuje na to, że 20-letnia Klaudia znalazła się w tej drugiej grupie zaginionych.

Piękna młoda dziewczyna znika po spotkaniu z nowo poznanym chłopakiem

Fakty nie pozostawiają złudzeń. Klaudia nie uciekła z domu, by rozpocząć nowe życie. Z ustaleń śledczych wynika, że 20-latka przyjechała do Polski w celu zdania kursu na prawo jazdy. Dziewczyna zatrzymała się u wujka w Ługach Górnych, bo od kilku lat mieszka z mamą w Berlinie. 20-latka nie zdążyła nawet rozpocząć kursu, kiedy pojawiły się informacje o jej zaginięciu.

Przyjaciele Klaudii przekazali informację o spotkaniu dziewczyny z nowo poznanym Damianem. Według jego relacji Klaudia wysiadła z auta w szczerym polu, porzucając tam swoją torebkę i telefon. Brzmi to dość nieprawdopodobnie. Chłopaka obciąża również doniesienie innej dziewczyny, której miał złożyć niemoralną propozycję kilka dni po zaginięciu Klaudii.

Jak na razie trwają poszukiwania 20-latki. O czynnościach policji w tej sprawie jak dotąd nic nie wiadomo.

Kobiety muszą na siebie uważać

Klaudia jest piękną dziewczyną i chociaż mówi się, że piękni ludzie mają łatwiej w życiu, to uroda także wiele utrudnia. Kobiety uznawane za atrakcyjne są idealnym celem dla przestępców seksualnych i handlarzy ludzkim towarem. O dziewczynach zmuszanych do prostytucji słyszy się każdego dnia. Można więc podejrzewać, że Klaudia również padła ofiarą handlarza ludźmi. Dopóki jednak policja nie przesłucha Damiana, który jako ostatni widział 20-latkę, nie dowiemy się, co mogło się stać.

Istnieje również prawdopodobieństwo, że Klaudię skrzywdzono. Liczymy jednak, że 20-latkę uda się znaleźć całą i zdrową. Jednocześnie apelujemy do wszystkich kobiet, by umawiały się na spotkania w miejscach publicznych i unikały wsiadania do aut nowo poznanych osób. Nie możemy przewidzieć zamiarów drugiej osoby, dlatego lepiej dmuchać na zimne.

Read More

Piłkarze z Żagania na granicy z Białorusią. LZPN nie przełożyło meczu.

Amatorskie rozgrywki piłki nożnej są równie emocjonujące, co mecze oficjalnej reprezentacji. Wszystkie miasta żyją lokalnym sportem, niestety mieszkańcom Żagania tę możliwość odebrano. Problem polega na tym, że żagańscy sportowcy to jednocześnie żołnierze straży granicznej, którzy obecnie przebywają przy granicy Polski z Białorusią.

Czarni Żagań nie zagrali meczu. Spójnia Ośno Lubuskie z 3 punktami

O tym, że Czarni Zagań mają problemy kadrowe, wiadomo już od wielu tygodni. Piłkarze musieli całkowicie porzucić swoje życie prywatne, by pełnić służbę wojskową przy granicy Polski z Białorusią. Wiele wskazuje na to, że żołnierze z Żagania jeszcze długo nie powrócą do swojego normalnego życia.

O ponurej rzeczywistości przypomina pusty stadion. Tymczasem biuro LZPN widzi sprawę inaczej. Według kierownictwa Czarni Żagań mogą skorzystać z kadr juniorów, w których grają 15 i 16-latkowe… Mimo tej cennej rady nie udało się skomponować drużyny na niedzielne rozgrywki z zespołem Spójnia Ośno Lubuskie. Czarni Żagań walkowerem oddali zwycięstwo przeciwnikom.

Burzliwa dyskusja w sieci

Na reakcję miłośników piłki nożnej nie trzeba było długo czekać. Do dyskusji włączyli się również ludzie, którzy doceniają pracę polskich żołnierzy przy granicy. Wszyscy zgodnie zastanawiają się, dlaczego przełożenie meczu było tak dużym problemem. Czarni Żagań dużo wcześniej prosili zarząd o przełożenie rozgrywek ze względu na konieczność wysłania całego zespołu do obrony granic kraju.

Kierownik LZPN odpowiedział, że meczów nie przełożono ze względu na… pandemię koronawirusa. W 2020 roku większość spotkań sportowych w ogóle się nie odbyła i wszyscy czekali na sezon 2021. Kamil Żeberski oznajmił, że decyzja LZPN miała na uwadze dobro wszystkich klubów i kibiców. W związku z tym konieczne było działanie na niekorzyść jednego klubu.

Słowa kierownika LZPN dodatkowo podgrzały atmosferę w komentarzach, ale nic nie da się już zrobić. Możemy mieć jedynie nadzieję, że trudną sytuację przy granicy uda się w końcu pokojowo rozwiązać.

Read More

Zaplanowano reintrodukcję selera węzłobaldachowego w Lubuskiem

Tytuł dzisiejszego wpisu zapewne wzbudzi w niektórych myśl składającą się z wielkiego znaku zapytania. Czym jest reintrodukcja? Co ma do tego seler? I dlaczego eksperci z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu w Zielonej Górze tak poważnie potraktowali to zadanie? Zapraszamy do czytania!

Susza hydrologiczna likwiduje seler węzłobaldachowy

Co człowiek zniszczył, musi sam naprawić. Niektórym może się wydawać dziwne, tyle szumu o seler, ale to tak naprawdę dopiero początek naszych ekologicznych problemów. Coraz więcej mówi się o zagrożeniu suszą hydrologiczną, która może sprawić, że ostatecznie zabraknie nam wody pitnej. W Polsce!

Na razie na największe cierpienia narażone są zwierzęta, a wiele gatunków roślin powoli znika z map krajobrazowych Europy. Jedną z takich roślin jest seler węzłobaldachowy. Jeszcze kilka lat temu ta roślina porastała wszystkie przydrożne rowy. Teraz można ją spotkać jedynie w jednym rowie w województwie lubuskim… Rowy są suche, a brak wody oznacza również brak selera węzłobaldachowego, który nie ma warunków do tego, by rosnąć i się rozprzestrzeniać.

Czy mamy szansę zaradzić suszy? Problem jest poważniejszy, niż to się wydaje. Bądź eko! Nie dlatego, że możesz w ten sposób uratować świat, ale dlatego, że możesz znacznie przyczynić się do jego ratowania.

Reintrodukcja szansą na ocalenie selera

Reintrodukcja selera to nic innego jak ponowne posadzenie go w miejscach, gdzie dawniej występował. Botanicy z Zielonej Góry postarają się, by przydrożne rowy w Polsce znów zapełniły się tą rośliną. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Zielonogórskiego ma w swoich zbiorach spore zapasy selera węzłobaldachowego, dlatego to właśnie stamtąd zostaną pobrane rośliny do zrealizowania przedsięwzięcia.

Projekt realizowany przez zielonogórskich botaników jest bez wątpienia potrzebny. To jednak kropla w morzu ekologicznych potrzeb i problemów. Warto zdobywać wiedzę na ten temat, by aktywnie uczestniczyć w zmianach mających na celu ratowanie życia na Ziemi.

Read More

Szpikulce w lubuskim lesie pułapką na miłośników jazdy quadami?

Nadleśnictwo Krzystkowice opublikowało kilka dni temu post, w którym opisywany jest problem ostrych i długich szpikulców wbijanych na ścieżkach w okolicznym lesie. Leśniczowie apelują o ostrożność i przy okazji zastanawiają się, kto i z jakiego powodu zdecydował się narazić innych na niebezpieczeństwo. W pierwszej chwili na myśl przychodzi jakiś szaleniec albo dręczyciel zwierząt. Sprawa prawdopodobnie nie jest tak skomplikowana, jak to się wydaje.

Gwoździe na leśnej drodze, mieszkańcy wiedzą, co się dzieje?

W swoim poście leśniczowie ani słowem nie wspomnieli, że naznaczone gwoździami ścieżki są ulubionymi rejonami miłośników jazdy na quadach. Hałaśliwe pojazdy męczą okolicznych mieszkańców i drażnią przyrodników. Łatwo zauważyć, że las raczej nie jest odpowiednim miejscem do zdzierania opon. Według wielu jest to jednak idealne miejsce na zabawę. I tutaj mamy najbardziej prawdopodobną przyczynę ostrych niespodzianek w postaci gwoździ.

Mieszkańcy miejscowości Łagoda, w której zlokalizowano szpikulce, nie wydają się zdziwieni tym odkryciem. Internauci wprost mówią: Przestaną smrodzić spalinami, znikną też gwoździe.  Nie ulega wątpliwości, że prawdziwym zagrożeniem dla leśnej zwierzyny i okolicznych mieszkańców są pojazdy zmotoryzowane i ich nieodpowiedzialni użytkownicy.

Pułapka na grzybiarzy

Niektóre głosy, mniej lub bardziej żartobliwie, utrzymują, że leśne gwoździe to pułapka na grzybiarzy. Wiele osób zgłasza również zastrzeżenia co do pracy leśników, którzy uwielbiają łapać amatorów grzybobrania, ignorując jednocześnie miłośników motocrossu. Czyżby tych drugich ciężko było zatrzymać?

Wygląda więc na to, że szpikulce podkłada któryś z mieszkańców okolicy. Co więcej, ma on poparcie innych osób. Ludzie wzięli sprawy w swoje ręce, rozczarowani brakiem odzewu ze strony władz powiatu. Najwyraźniej liczą, że w ten sposób uwolnią się od amatorów motoryzacji.

Niestety, ostre gwoździe są zagrożeniem nie tylko dla aut i motorów, ale również pieszych. Krzywda może stać się także leśnym zwierzętom, mimo że pułapki są ustawione na drodze rzadko przez nie uczęszczanej. A Wy słyszeliście o podobnych przypadkach w swojej okolicy?

Read More

Kawalerka o powierzchni 13 m kw. w Lubuskiem! Patodeweloperka rozkwita

Powiedzenie: Ciasne, ale własne, zaczyna nam kojarzyć się bardzo źle. Zastanawiamy się, dlaczego mieszkania o powierzchni kilkunastu metrów stają się powszechne. Osoby sprzedające mikromieszkania uważają, że jest to szansa dla osób mniej zamożnych na posiadanie własnego lokum. Sprzedaż takich mieszkań nie jest zgodna z prawem, ale jak to u nas bywa, wszystko można zgrabnie obejść.

Sto tysięcy zł za mieszkanie o powierzchni 13 m kw.

O tych niezwykłych mieszkaniach na sprzedaż dowiedzieliśmy się z portalu Nasze Miasto. Rekordowa kawalerka dostępna jest w Zielonej górze za cenę 99 tys. zł. Wnętrze jest puste, więc do kosztów zakupu trzeba doliczyć remont. Metraż sięga zawrotnych 13,6 m kw. Przypominamy, że w polskim prawie wnętrze mieszkalne musi mieć co najmniej 25 m kw.

Polacy zwykli ze współczuciem mówić o mieszkańcach Chin, tymczasem w Polsce mamy to samo. Po pierwsze na mieszkanie powyżej 40 m kw. mało kogo stać, a po drugie mikromieszkania wyprzedają się jak ciepłe bułki w piekarni.

Brakuje mieszkań, więc Polacy biorą, co jest

Na rynku nieruchomości nieustannie brakuje mieszkań, co deweloperzy wykorzystują w bardzo nieetyczny sposób. Zamiast budować normalne mieszkania, wolą inwestować w tak zwane mikrokawalerki, z których zysk będzie znacznie większy. Ludzie, chcąc płacić na swoje, a nie do kieszeni wynajmującego, kupują takie mikromieszkanie z nadzieją, że w przyszłości zarobią na coś lepszego.

Być może, kiedy ceny mieszkań zaczną spadać, budowa i sprzedaż mikrokawalerek  przestanie być opłacalna. Może być również tak, że mikrokawalerki jeszcze zyskają na popularności. Prawdopodobnie będziemy musieli przyzwyczaić się do nowego standardu mieszkań, ponieważ metraż nieprzekraczający 20 m kw. coraz częściej pojawia się w ogłoszeniach jako interes życia. Przytulna kawalerka w dobrej dzielnicy, bliski dojazd do centrum miasta, miłe sąsiedztwo… A może więzienie?

Read More

Ktoś uwziął się na taksówkarkę z Żagania?

W momencie, gdy piszemy ten artykuł, zrozpaczona kobieta jest bez narzędzia pracy, a eksperci ustalają przyczynę pożaru drugiego już auta należącego do żagańskiej taksówkarki. Wszyscy zgodnie podejrzewają akt wandalizmu. Pozostają pytania, kto jest sprawcą i dlaczego to zrobił? Kobieta prosi o pomoc świadków zdarzenia.

Straciła dwie taksówki w ciągu miesiąca

Pani Sonia Kulikowska jest taksówkarką. Jeszcze w sierpniu tego roku posiadała auto wyposażone w niezbędny sprzęt do prowadzenia taksówkarskiej działalności. Opel zafira był jedynym źródłem utrzymania kobiety. Pewnej nocy taksówkarka otrzymała telefon od ojca, który zauważył, że jej samochód… płonie.

Wezwana na miejsce straż pożarna zdołała ugasić ogień w dobrym momencie. Kobiecie udało się odzyskać taksometr i kasę fiskalną. Uznała, że było to przypadkowe podpalenie lub wypadek, chociaż druga opcja była naprawdę mało prawdopodobna.

Pani Sonia zainwestowała wszystkie swoje pieniądze w drugie auto, identyczne jak poprzednie. I to również spłonęło, tyle że miesiąc później. Niestety, tym razem nie udało się uratować nic. Podpaleniu towarzyszył wybuch, który uszkodził budkę na strzeżonym parkingu, gdzie stało auto taksówkarki.

10 tys. zł nagrody dla tego, kto wskaże sprawcę

Mimo że w budce strażniczej był obecny stróż, w dodatku znajomy kobiety, nie spostrzegł żadnego przestępcy. Nie szczekał również obecny w stróżówce pies. Mimo to strażacy wstępnie wykluczyli możliwość samozapłonu auta. Podpalenie ma potwierdzić ekspertyza biegłych w zakresie pożarnictwa.

Tymczasem pani Sonia wie, że to nie mógł być przypadek i prosi o pomoc w dotarciu do sprawców lub sprawcy. Ten upór jest zrozumiały, kobieta straciła źródło utrzymania. Czy ktoś uwziął się na taksówkarkę? Kobieta uważa, że nie ma wrogów. Czasami jednak nasi najzagorzalsi wrogowie perfekcyjnie udają przyjaciół…

Trzymamy kciuki za pozytywny finał tej sprawy. Mamy nadzieję, że sprawców uda się schwytać i przede wszystkim, że pani Sonia podniesie się z kryzysu spowodowanego stratą narzędzi do pracy.

Read More

Czy pobieranie od dziecka opłat za mieszkanie to dobra metoda wychowawcza?

Do napisania tego artykułu skłonił nas news na portalu O2. Redaktorzy opisali sytuację pewnej kobiety, która jest znaną w internecie Tik-Tokerką (nagrywa rozrywkowe, krótkie filmiki widoczne w aplikacji na telefon). Kobieta jest matką 7-letniego chłopca, którego wychowuje w dość surowy sposób. Jej metody wywołały zaciętą dyskusję.

Czy dziecko powinno martwić się rachunkami?

Mama 7-latka podzieliła się w sieci pewnymi szczegółami ze sposobów wychowawczych. Chłopiec każdego dnia otrzymuje do wykonania listę zadań, za które otrzymuje 1 dolara. Na koniec miesiąca z zarobionej w ten sposób kwoty część musi oddać mamie, która opłaca rachunki. Druga część oszczędności jest do jego dyspozycji. Pieniądze, które mama pobiera na rachunki, w rzeczywistości są gromadzone na koncie oszczędnościowym chłopca.

System jest sprawiedliwy, ale nie sposób zignorować faktu, że dziecko ma dopiero 7 lat. Właśnie wiek chłopca był głównym powodem dla długiej i zaciętej dyskusji, którą podjęli nie tylko widzowie Tik-Tokerki, ale również czytelnicy portalu O2.

Dzieci muszą mieć czas na bycie dziećmi

Nie wiemy, jakie zadania otrzymuje każdego dnia 7-latek, którego mama stała się powodem licznych kłótni w sieci. Być może cała technika wychowawcza ma postać zabawy i dziecko nie postrzega jej jako obciążenia. Wtedy faktycznie w przyszłości może mu być łatwiej zrozumieć zasady, jakimi rządzi się dorosłe życie. Nie wiemy tego jednak na pewno.

Faktem jest, że wychowanie dzieci to sztuka, która nigdy nie jest realizowana według jednego scenariusza. Wadą takiego stanu rzeczy są metody wychowawcze, które okazują się dla dzieci krzywdzące. Zachęcanie dziecka do podejmowania aktywności i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi nie jest czymś złym, zwłaszcza jeśli dziecko otrzymuje jasny i zrozumiały przekaz.

Użytkownicy sieci standardowo podzielili się na dwa obozy. Zdecydowana większość uważa jednak, że dzieci powinny mieć czas na dzieciństwo i zabawę. Uważają, że metodę można wprowadzić, kiedy dziecko osiągnie wiek nastoletni. A Wy jak sądzicie?

Read More

Centrum logistyczne Amazon koło Świebodzina i kwestie rozwoju regionu

O centrum logistycznym Amazona w okolicy Świebodzina mówi się od wielu tygodni. Starosta powiatu świebodzińskiego zaciera ręce, widząc w inwestycji ogromną szansę dla regionu. Amazon to liczne miejsca pracy, które przyciągną nowych mieszkańców. To korzystnie odbije się na lokalnym rynku nieruchomości  i pomoże w dalszym rozwoju regionu. Przynajmniej teoretycznie.

Czy praca w Amazonie to praca marzeń?

Obecność gigantycznego centrum logistycznego Amazona to na pewno duża szansa dla Świebodzina. Samorząd teoretycznie zbiera owoce swojej ciężkiej pracy. Budowa autostrad i dróg ekspresowych opłaciła się, bo teraz to wszystko stworzyło idealne warunki do tego, by Amazon mógł działać.

Wiadomo, że centrum logistyczne oznacza wiele miejsc pracy, ale czy jest to praca marzeń? Cóż. Z pewnością jest to praca taka jak wszędzie, przynajmniej pod względem finansowym. Pracownicy mogą natomiast od razu liczyć na umowę o pracę, a do podjęcia zatrudnienia nie jest potrzebne doświadczenie i wykształcenie.

Amazon nie daje wyraźnych informacji na temat czasu pracy. Wiadomo jedynie, że jest to praca w systemie zmianowym. Cztery dni w tygodniu. Brzmi ok, pod warunkiem, że nie są to cztery dni pracy po 12 godzin. Biorąc pod uwagę ilość zamówień, nie sposób tego wykluczyć. W każdym razie na pewno trzeba się liczyć z dużą liczbą nadgodzin.

Kiepskiej jakości mieszkania rozchodzą się na pniu

Starosta Świebodzina cieszy się, że z powodu centrum logistycznego Amazona odżył lokalny rynek nieruchomości. Mieszkania w złym stanie znalazły nabywców, co wcześniej było praktycznie niemożliwe. Mężczyzna uważa, że wartość mieszkań wzrosła, co będzie korzyścią dla właścicieli nieruchomości.

Cieszymy się z rozwoju każdego polskiego regionu, ale radość z wynajmowania mieszkań poniżej jakiegokolwiek poziomu, jest naszym zdaniem nie na miejscu. Sprawia to trochę wrażenie, że miasto rozwija się kosztem ludzi, którzy przyjechali w te rejony za pracą. A jak wiadomo, nikt zamożny nie decyduje się jechać za pracą w fabryce.

Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze i warto pamiętać, że za rozwojem miast i przedsiębiorstw stoją tak zwani zwykli zjadacze chleba.

Read More

Pandemia osób niezaszczepionych: nagonka na osoby, które odmówiły szczepienia przeciwko Covid-19

Daleko nam do miłośników teorii spiskowych, czy osób, które bagatelizują obecność koronawirusa. Nie sposób jednak nie zauważyć przykrych zachowań wielu osób, zarówno publicznych, jak i prywatnych, które mówią o ludziach niezaszczepionych jak o najgorszym złu tego świata. Dlaczego straszenie i poniżanie ludzi stało się nieodłącznym elementem tematów związanych z koronawirusem?

Osoby niezaszczepione winne pandemii koronawirusa?

Eksperci wypowiadają się jednoznacznie: obecna sytuacja związana z koronawirusem jest winą osób niezaszczepionych. Mniej lub bardziej wiarygodne statystyki podają, że w szpitalach najwięcej miejsc zajmują osoby niezaszczepione. Jednocześnie zgrabnie pomija się fakt, że osoby, które przyjęły pełną dawkę szczepienia, także chorują i także niekiedy wymagają hospitalizacji. Być może właśnie to jest przyczyną, dla której osoby zaszczepione tak bardzo boją się koronawirusa i osób, które nie przyjęły szczepionki.

Popularna ostatnio narracja nasuwa wniosek, że osoby niezaszczepione są winne wybuchu pandemii, co jest oczywiście niemożliwe. I podczas gdy od ekspertów wymagamy profesjonalizmu, otrzymujemy stek zastraszeń i wyraźną zachętę do szykanowania osób, które nie zdecydowały się na DOBROWOLNE szczepienie. Takie zachowanie nie prowadzi do niczego innego jak do niepotrzebnych podziałów.

Walka z koronawirusem to nasz wspólny interes

Nie wątpimy w to, że szczepionki są pewną formą ochrony przed Covid-19 i że wysoki wskaźnik szczepień ostatecznie pozwoli nam pożegnać się z obostrzeniami. Prawda jest również taka, że wciąż zdarzą się osoby, które umrą na koronawirusa, podobnie jak w przypadku grypy, czy zapalenia płuc.

Naszym zdaniem problem ze szczepionkami polega na dziesiątkach sprzecznych danych i informacji, które zalewały internet na początku wprowadzenia preparatów przeciwko Covid-19. To nastawiło wiele osób przeciwko szczepieniom. A utrzymywanie, że to osoby niezaszczepione są wszystkiemu winne, podczas gdy zaszczepieni również zarażają, tylko pogarsza sytuację.

Chcemy zachęcić Was do dbania o siebie i własne zdrowie, a jednocześnie prosić o zachowanie zdrowego rozsądku. Bądźmy dla siebie dobrzy i szanujmy decyzje innych. Zastraszanie i wyzwiska najczęściej dają odwrotny skutek od zamierzonego. Najskuteczniejszą zachętą do szczepień będą rzetelne badania i statystyki, a nie straszenie zwolnieniem z pracy, czy nieprzyjęciem do szpitala.

Read More

Podpalił auta dla zabawy i zrobił z tego relację na żywo

To, jak bardzo rozwinął się internet w ciągu ostatnich kilku lat, jest trudne do ogarnięcia umysłem. Mimo to nikogo nie dziwią już patologiczne zachowania ludzi, którzy chcą zabłysnąć w sieci i zdobyć cenne wyświetlenia wrzucanych przez siebie filmików. Czasami jednak ta głupota zachodzi zbyt daleko i podobnie było tym razem.

Gorzów Wielkopolski zaatakowany przez piromana

25 września nie był dla gorzowskich policjantów najspokojniejszym dniem. Funkcjonariusze otrzymywali liczne zgłoszenia o podpalonych śmietnikach, co samo w sobie nie jest ogromną katastrofą, ale z pewnością wzbudza niepokój. Podpalacz szybko się jednak znudził płonącymi śmieciami i przerzucił się na samochody.

Pech wybrał właścicieli aut stojących przy Alei 11 Listopada. Jedno auto spłonęło doszczętnie, a okoliczne zostały uszkodzone. Na miejscu szybko zjawiła się straż pożarna i policja. Pożar udało się ugasić, jednak straty i tak są bardzo duże. Zniszczone samochody były warte w sumie 170 tys. zł.

Pomogły kamery monitoringu i social media

Miłośnicy historii kryminalnych często zauważają, że kamery monitoringu nigdy nie działają, kiedy trzeba. Tym razem było na szczęście odwrotnie. Wizerunek podpalacza śmietników doskonale zapisał się na miejskich kamerach monitoringu. To była pierwsza wskazówka.

Funkcjonariusze nie musieli prowadzić skomplikowanego dochodzenia. Jeden ze śledczych szybko zorientował się, że ktoś relacjonuje gaszony pożar na żywo. To oznaczało, że sprawca prawdopodobnie jest w pobliżu. Skąd takie podejrzenie? Osoby, które podpalają coś dla zabawy, lubią patrzeć na efekt, dlatego prawie zawsze obserwują swoje “dzieło” z wygodnego punktu obserwacyjnego. Sprawca pożaru postanowił nie tylko nagrać sobie pamiątkę, ale również nabić trochę wyświetleń w sieci.

Policjanci szybko zatrzymali mężczyznę, którym okazał się 23-letni mieszkaniec miasta. Młody mężczyzna był pijany. Badanie alkomatem wykazało obecność 1,5 promila alkoholu. Za wywołanie pożaru i zniszczenie cudzego mienia mężczyźnie grozi do 5 lat więzienia.

Read More